czwartek, 8 października 2015

#10 Phedora!

Kolejny blog, a co za tym idzie, kolejna recenzja, w kolejnym wpisie.

Oj, dłuuugo męczyłam materiał, żeby móc cokolwiek o nim napisać. O czym dokładnie mowa?

A o longplay'u od lublińskiego zespołu Phedora, który prężnie działa od paru ładnych lat. Historii  i składu zespołu przytaczać nie będę, możecie sami o tym przeczytać na ich profilu w serwisie Last.fm.

Historii, jak odkryłam tak zarąbisty zespół też tutaj nie poznacie, przynajmniej nie w tym poście.

Dość o zespole, pora na ich pierwszy długogrający krążek.
Płyta nosi nazwę "The House of Ink" i według mnie, jest bardzo osobliwym krążkiem. Zarówno pod kontem tekstów (listy), jak i muzyki, która porusza najróżniejsze zakamarki umysłu. Ale zacznijmy od początku.

1. Of Ink
Pierwszy kawałek z płyty, można wyczuć w nim nieco niepokoju. To tak, jakby słuchało się apelu desperata, który zamknięty jest w czterech ścianach. Bardzo dobry wstępniak.
2. One Breath Away
Jeden z moich faworytów, pierwszy singiel. Bardzo ciekawy tekst, obrazujący cierpienie "podmiotu". Sekcja smyczkowa genialnie dopasowana, nadaje utworowi specyficznego charakteru, gdy harmonizuje się w takt gitar.
3. Meet Me It The Limbo
Mocne gitarowe wejście, aż ma ochotę się headbangingować.
4. Something To Lose
Jedna ze spokojniejszych moim zdaniem piosenek (co ze mną nie tak?), idealnie nadaje się do podróżowania.
5. Embers
Ten numer miałam okazję przesłuchać na chwilę przed premierą płyty. Kolejny ulubieniec, nieco przypomina twórczość Linkin Park. Rap w zwrotkach, no i zaangażowanie fanów w śpiewaniu w chórku, bardzo pozotywnie, że zespół zdecydował się na taki krok.
6. Chasing Snowflakes
Utwór zdecydowanie nadający się, jako tło do D&D. Albo innego typu gry ze smokami i średniowiecznymi postaciami. I znów, jeden z faworytów do słuchania w podróży.
7. Paper Streets
Drugi singiel, z tajemniczym, wręcz niepokojącym wstępem. Nieco agresywniejszy niż pozostałe utwory. Aż chce się usłyszeć na żywo. Albo lepiej, w wersji akustycznej.
8. Wish You'd Lie
Cóż, pierwszy utwór, który niekoniecznie do mnie trafia pod względem tekstu. Za to zgranie gitar, perkuja -> magia.
9. Nevergreen
Chyba zdecydowanie najspokojniej zapowiadający się kawałek. Perfekcyjny soundtrack do dobrej książki. Znów sekcja smyczkowa, dodająca nieco spokojniejszego charakteru.
10. All Is Mine
Genialny, mocny wstęp, myślę, że całkiem fajnie byłoby zobaczyć do tego teledysk.
11. Succubus
Najdłuższy kawałek na całej płycie. Pozytywka w intro brzmi jak zapowiedź do naprawdę zacnego horroru. Sam utwór fajnie nadawałby się na soundtrach do dobrego thrillera.
12. Kingdom Gone
O, ten numer też świetnie by było zobaczyć na żywo. Perkusja wymiata. Zajawka tekstu pojawia się w "Of Ink", więc wiemy, czego mniej więcej się spodziewać. Ponownie zaangażowany chórek fanów.
13. It Was Just A Dream
Zasadniczo, to zastanawiam się, dlaczego tak wielu artystów sięga po tego typu tytuł. Tutaj jednak jest do tego wytłumaczenie - przebudzenie z wyobrażeń o miłości do szarych realiów. Na spokojnie, ballada pełną parą.

Cały album jest bardziej niż godny polecenia, zajawek możecie posłuchać na YouTube'owym Kanale Phedory, gdzie zespół opowiada również o poszczególnych kawałkach (koniecznie zasubskrybujcie, nie będziecie żałować!). Utwory bardzo fajnie współgrają ze sobą, każdy może odnaleźć część siebie w tekstach. Tutaj polecam zajrzeć, by wiedzieć o najnowszych wywiadach, eventach i notowaniach zespołu.

Budujcie razem z nimi mury Atramentowego Domu, bo naprawdę warto.


P.S. Album można zamówić o tu, zarówno w wersji cyfrowej, jak i fizycznej, kiedy ta będzie już dostępna.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz