Wielki come back!
Ostatni raz pisałam tutaj 9 października...Co oznacza, że zaniedbywałam bloga głównie przez to, co działo się na uczelnii. A działo się sporo!
Tylu nowych ludzi w życiu, tyle zdarzeń, zwrotów akcji...I pomyśleć, że to wszystko kumuluje się w jedną wielką kulę szczęścia. Przynajmniej takiego, na które stać moje pesymistycznie nastawione do życia serce.
Sesja w toku. Pomagam ludziom, nie radząc sobie z własną osobą. Pracuję ciężej, niż rok temu. I staram się więcej uśmiechać, mimo, że łatwo nie jest.
Odliczam dni..Bo jednak tegoroczny Opener, bo koniec sesji tak blisko, bo w końcu ogarnęłam życiowo sprawę prawa jazdy i egzamin tuż tuż. Bo przyjazd H., której nie widziałam rok z hakiem. Odliczam do spotkania z chłopcami, to zachodów na plaży, to koncertów w towarzystwie komarów i do zasypiania o 4 nad ranem (co pozostaje niezmiennym czynnikiem w ciągu ostatnich paru miesięcy...).
....nie wiem, jak to wszystko przetrwam. Grunt, to nie tracić wiary.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz